Sylwetki absolwentów

Dr Rafał Pawłowski

Zanim trafiłem na UMCS, ukończyłem studia licencjackie w Sandomierzu, gdzie pod okiem wybitnego profesora, Grzegorza Trościńskiego nie tylko obroniłem swój licencjat i ukończyłem specjalność nauczycielską, ale także zaraziłem się pasją do literatury staropolskiej. Miłość tę kontynuowałem już na studiach magisterskich właśnie tu, w Lublinie, pod czujnym okiem prof. Dariusza Chemperka, u którego broniłem pracę magisterską, gdzie prócz stopnia naukowego zdobyłem dwie kolejne specjalizacje: redaktorsko-medialną oraz edytorską. Na ostatnim roku studiów w ramach międzynarodowego program Erasmus wyjechałem na uczelnię we Fribourgu, w Szwajcarii. Jako że literatura staropolska nie dawała mi spokoju, postanowiłem kontynuować tę niezwykłą przygodę, podejmując studia III stopnia i ostatecznie uzyskując pod troskliwym przewodnictwem prof. Dariusza Chemperka stopień doktora nauk humanistycznych (tytuł rozprawy: Jan Sobieski jako epistolograf – “Listy do Marysieńki”). Mam przy tym nadzieję, że spotka mnie jeszcze kiedyś zaszczyt, by choć gościnnie (choćby z wykładem o jednym z najwybitniejszych polskich królów oraz pisarzu, jakim był Jan III Sobieski) zawitać w progach mego kochanego uniwersytetu. Po studiach nie zarzuciłem lektury oraz dalszego zgłębiania tajników literatury staropolskiej, choć zawodowo wybrałem świat zgoła odmienny od uczelnianych sal. Obecnie pracuję jako dyrektor generalny jednej z największych agencji prasowych we Francji z siedzibą w Paryżu oraz Strasbourgu (jako najmłodsza osoba zasiadająca na tym stanowisku). Jak kiedyś będziecie przejeżdżać, zapraszam na ciepłą kawę lub herbatę, chętnie oprowadzę Was po tej, niezwykle inspirującej, bliskiej nie tylko mi, ale także bohaterowi mej pracy doktorskiej, krainie. Korzystając z okazji, pragnę życzyć wszystkim Wam powodzenia w znalezieniu swojej, wyjątkowej dla każdego, drogi. Z pewnością UMCS to świetna baza, by tę przygodę w nieznane rozpocząć i z wieloma sukcesami kontynuować!

   

Mgr Alina Januszczyk

– „Mamo, to miejsce to jakaś tragedia, kompletnie nieantyczna…” – to jedne ze słów, które pamiętam po mojej pierwszej nocy w słynnym akademiku „Femina”. Bycie tam było dla mnie jak rejs do innego świata. Tak wspominam swój początek studiów. I chociaż ów akademik z początku mnie trapił, to uczelnia, studiowanie, zajęcia, wykłady, osoby prowadzące zajęcia, koleżanki i koledzy okazali się wspaniali. Każdy semestr przenosił mnie do innej epoki, wdrukowywał w głowie kolejne wzorce, emocje, obrazy przeszłości i rzutował na codzienność. Żyłam tą literaturą na poważnie, dlatego pierwsza „3” z egzaminu z literatury staropolskiej u (wówczas) Dra Chemperka była dla mnie porażką. Ale nie poddałam się, zostałam, uczyłam się dalej, czytałam kolejne fascynujące książki. I to właśnie możliwość poznania ich, odkrycia, że są takie publikacje, sprawiało mi dużo radości. Dzięki polonistyce odkrywałam inaczej i na nowo Goethego, Schillera, Dostojewskiego, Ibsena, Micińskiego czy Wyspiańskiego… Osobowości profesorów powodowały, że czułam obok siebie mistrzów, ludzi niepowtarzalnych, niezastąpionych. To jedno z cenniejszych doświadczeń – świadomość, że obok ciebie stoi mądry człowiek. Już sama ich obecność w jakiś niezwykły sposób nobilitowała mnie, sprawiała, że chciało się tam być. I z czasem ten akademik przestawał być taki straszny. Stawał się integralną częścią studenckiego krajobrazu. Ale wszystko to sprowadza się do jednego – do Lublina! To miasto mnie pochłonęło, zauroczyło i kierowało mną. Pokochałam jego energię, architekturę i ludzi, zwłaszcza ludzi kultury. I dlatego też pewnie jako specjalność wybrałam teatr. Prof. Misiewicz, Prof. Bartmiński, wówczas Dr Bartmińska, Dr Lappo, Dr Szczerbakiewicz czy Dr Ryszkiewicz byli dla mnie niezwykłymi osobami w poznawaniu roli literatury w życiu. Wtedy chyba narodziła się we mnie potrzeba stanowienia cząstki świata lubelskiej kultury. Intuicyjnie zaczęłam działać. Po drugim roku studiów zorganizowałam swoje pierwsze, kilkudniowe, charytatywne wydarzenie kulturalne o nazwie: „Randez vous z aniołami”. To było coś! Kompletnie niezwykłe i kompletnie inne niż dziś. Wtedy też zaczęłam kolejny kierunek – animację kultury na pedagogice. Czy ona zbliżyła mnie do kultury…? raczej nie. Dużo więcej zawdzięczam mojej kilkuletniej współpracy z Radiem Lublin, gdzie jako reporterka audycji kulturalnej Studnia Akademicka tworzyłam nagrania radiowe z ludźmi kultury. Tam uczyłam się słuchać i rozumieć kulturę. I tak zostało. Stałam się cząstką tego świata. W tym roku mija 10 lat, odkąd jestem w Ośrodku „Brama Grodzka – Teatr NN”. Dokładnie jestem w ekipie Domu Słów. Miejscu, które sprawia, że można odkryć istotę słowa w życiu. I chociaż nie jestem nauczycielką, to prowadzę różne warsztaty i spotkania, realizuję projekty, głównie dedykowane dzieciom, i poprzez literaturę staram się im tłumaczyć świat, odnajdywać wsparcie i odpowiedzi na ważne pytania. Literatura stała się dla mnie językiem dialogu z ludźmi marginalizowanymi, z ludźmi ze specjalnymi potrzebami, z ludźmi silnymi i zdolnymi, ale też tymi słabymi i szukającymi wsparcia. Myślę, że o to chodzi w literaturze, żeby była bliska człowiekowi i pomagała na co dzień. Myślę też, że polonistyka była dla mnie ważnym przystankiem na drodze do tego, gdzie teraz jestem.

Alina Januszczyk – prezes Fundacji Beetle, na co dzień pracuje jako specjalista ds. edukacji w Domu Słów. Zajmuje się szeroko rozumianą literaturą, organizuje m.in. „Podwórko wyobraźni” w przestrzeni publicznej, podczas którego prezentowane są dawne książki dla dzieci. Organizatorka dziewięciu edycji Festiwalu literackiego „Miasto Poezji” (m.in. opracowuje program Małego Miasta Poezji, którego odbiorcami są dzieci). Koordynatorka i organizatorka Akademii Opowieści, Pracowni Książki Nieobojętnej z Iwoną Chmielewską czy programu Drzewo Opowieści uczącego dzieci sztuki opowiadania. Na co dzień zajmuje się prowadzeniem i organizacją warsztatów edukacyjnych dla dzieci w oparciu o książki społecznie zaangażowane. Autorka projektu przemiany estetyczno-funkcjonalnej publicznej szkoły poprzez projekt Otwarta Szkoła. W roku 2017 nominowana do nagrody IBBY za upowszechnianie czytelnictwa.

Fot. Oksana Tsymbaliuk